Siła słów Jezusa zmniejsza szansę na to, że ktoś w przyszłości będzie w stanie określić czas kiedy On powtórnie przyjdzie. Jeśli znalibyśmy datę tego wydarzenia to nie potrzebowalibyśmy „czuwać” czy „być gotowymi.”. Zatem pamiętając o przesłaniu z Ew. Mateusza 24.36-44, odpowiedź brzmi: nie; nie jest możliwe, aby Oto sześćdziesiąty trzeci odcinek mojej serii Zagrajmy w Mass Effect 3 (lub jak kto woli: Let's Play Mass Effect 3 PL). Tym razem rozpoczynamy misję "Prioryt Jezus nie chciał nam oznajmić daty końca świata, co więcej, powiedział nam, że jego powrót na ziemię nastąpi nagle, niespodziewanie: Albowiem jak błyskawica zabłyśnie na wschodzie, a jaśnieje aż na zachodzie, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego (Mt 24, 27). naszym domu (na naszej ziemi), a więc we wspólnym domu na wspólnej ziemi. Krew została na ścianach, wsiąkła w ziemię czy chcemy, czy nie. Wsiąkła w naszą pamięć; w nas samych. Więc nas samych musimy oczyścić, czyli zobaczyć siebie w prawdzie. ez tego dom, ziemia, my sami pozostaniemy zbrukani. 73,00 zł. Zapowiedź. Dostępny od 23.01.2024. Setka zesłańców na Ziemię staje przed największym wyzwaniem. Inni Ziemianie powracają do domu. Kilka tygodni po lądowaniu na Ziemi młodzi koloniści zdołali założyć obóz i zaprowadzić porządek w dzikim środowisku. Delikatna równowaga ulega jednak zakłóceniu, kiedy na Ziemię Później zbędna masa lądownika została odrzucona i astronauci zaczęli przygotowania do powrotu w kierunku Ziemi. Podczas 30. orbity modułu serwisowego i dowodzenia został odpalony silnik SPS, który w 2,5 minuty działania dokonał manewru nakierowania na powrót na Ziemię (Trans Earth Injection). Astronauci wykonywali jeszcze obecności, a nie przyjściu Jezusa; niewidzialnej obecności Jezusa; niewidzialnej obecności od roku 1914; obecności trwającej wiele lat; obecności, którą interpretuje jako zwrócenie uwagi na ludzkość. Właściwie to te ostatnie stwierdzenie Towarzystwa Strażnica całkowicie dyskredytuje powrót Jezusa rozumiany jako „obecność”. Uczniowie jako pierwsi żałowali, że Jezus wstąpił do nieba. Spodziewali się, że zostanie królem Izraela i długo będzie razem z nimi. I dopiero później zrozumieli, jakie dary zostawił ludziom, opuszczając Ziemię. Gdyby Jezus został na Ziemi po swoim zmartwychwstaniu, jakiż to byłby dowód dla niewierzących! Translations in context of "powrót Pana Jezusa" in Polish-English from Reverso Context: Dojdą oni do takiego stanu rozpaczy, że jedyną ich nadzieją będzie powrót Pana Jezusa. Plik Powrót na Ziemię (1966).avi na koncie użytkownika zuzelia111 • folder 1961-1970 • Data dodania: 19 sty 2022 Wykorzystujemy pliki cookies i podobne technologie w celu usprawnienia korzystania z serwisu Chomikuj.pl oraz wyświetlenia reklam dopasowanych do Twoich potrzeb. APgxZ. Fundamentalną rzeczą jest wznowienie pielgrzymek i turystyki do Ziemi Świętej – mówi ojciec Francesco Patton zachęcając do jak najszybszego powrotu do Ojczyzny Jezusa. Wskazuje, że dzięki masowym szczepieniom sytuacja sanitarna jest bardzo dobra. Teraz największym wyzwaniem jest odbudowanie zatrudnienia, a to jest niemożliwe bez pielgrzymów. Beata Zajączkowska – Watykan Franciszkański kustosz Ziemi Świętej podkreśla, że pandemia szczególnie dramatycznie odbiła się na chrześcijanach, którzy żyją głównie z pielgrzymów i turystów. Najtrudniejsza sytuacja jest w Autonomii Palestyńskiej, głównie w samym Betlejem i innych okolicznych miasteczkach. Znacząco wzrosła liczba chrześcijańskich rodzin, które proszą o materialne wsparcie. „Liczymy, że w czasie wakacyjnych miesięcy pielgrzymki powrócą w znaczący sposób. Mamy nadzieję, że obostrzenia sanitarne nie skomplikują za bardzo pielgrzymowania. Mamy też nadzieję, że chrześcijanie na całym świecie zrozumieją, iż pielgrzymowanie w obecnym czasie do Ziemi Świętej oznacza dużo więcej niż przed koronawirusem – mówi papieskiej rozgłośni ojciec Patton. – Wcześniej było to doświadczenie osobistej wiary, które niosło wsparcie materialne tutejszym chrześcijanom. Teraz ten wymiar wiary jest jeszcze mocniejszy, ci, którzy przeżyli koronawirusa mogą to potraktować jako pielgrzymkę dziękczynną za życie i zdrowie. Osobiste doświadczenie trudów związanych z czasem pandemii może też być motywacją, by wesprzeć mocno doświadczonych skutkami koronawirusa chrześcijan, którzy żyją w Ziemi Świętej. Szczególnie tych na terenie Autonomii Palestyńskiej i w okolicy Betlejem.“ Ojciec Patton informuje, że od początku lipca zostaną wprowadzone ułatwienia dla pielgrzymów przybywających do Ziemi Świętej. W tej sprawie toczą się właśnie rozmowy między przedstawicielami Kustodii Ziemi Świętej i władzami. Kustosz podkreśla, że sytuacja ekonomiczna jest bardzo trudna ponieważ praktycznie od końca lutego 2020 roku nie ma żadnych dochodów z pielgrzymów. Oznacza to, że zaczyna brakować funduszy na wspieranie katolickich szkół i niesienie wsparcia potrzebującym. „Tymczasem liczba ubogich rodzin znacząco wzrosła. Mamy o wiele więcej próśb o pomoc żywnościową i medyczną” – mówi ojciec Patton. Następnie wyprowadzili Go, aby Go ukrzyżować. I przymusili niejakiego Szymona z Cyreny, ojca Aleksandra i Rufusa, który wracając z pola właśnie przechodził, żeby niósł krzyż Jego. Przyprowadzili Go na miejsce Golgota, to znaczy miejsce dawali Mu wino zaprawione mirrą, lecz On nie przyjął. Ukrzyżowali Go i rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając o nie losy, co który miał zabrać. A była godzina trzecia, gdy Go ukrzyżowali. Był też napis z podaniem Jego winy, tak ułożony: "Król Żydowski". Razem z Nim ukrzyżowali dwóch złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej Jego stronie. Tak wypełniło się słowo Pisma: W poczet złoczyńców został zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali Go, potrząsali głowami, mówiąc: "Ej, Ty, który burzysz przybytek i w trzech dniach go odbudowujesz, zejdź z krzyża i wybaw samego siebie!". Podobnie arcykapłani wraz z uczonymi w Piśmie drwili między sobą i mówili: "Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Mesjasz, król Izraela, niechże teraz zejdzie z krzyża, żebyśmy widzieli i uwierzyli". Lżyli Go także ci, którzy byli z Nim gdy nadeszła godzina szósta, mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. O godzinie dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: "Eloi, Eloi, lema sabachthani", to znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? Niektórzy ze stojących obok, słysząc to, mówili: "Patrz, woła Eliasza". Ktoś pobiegł i napełniwszy gąbkę octem, włożył na trzcinę i dawał Mu pić, mówiąc: "Poczekajcie, zobaczymy, czy przyjdzie Eliasz, żeby Go zdjąć [z krzyża]". Lecz Jezus zawołał donośnym głosem i oddał zasłona przybytku rozdarła się na dwoje, z góry na dół. Setnik zaś, który stał naprzeciw, widząc, że w ten sposób oddał ducha, rzekł: "Prawdziwie, ten człowiek był Synem Bożym".Były tam również niewiasty, które przypatrywały się z daleka, między nimi Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba Mniejszego i Józefa, i Salome. Kiedy przebywał w Galilei, one towarzyszyły Mu i usługiwały. I było wiele innych, które razem z Nim przyszły do według św. MateuszaWychodząc spotkali pewnego człowieka z Cyreny, imieniem Szymon. Tego przymusili, żeby niósł krzyż Jego. Gdy przyszli na miejsce zwane Golgotą, to znaczy Miejscem Czaszki, dali Mu pić wino zaprawione goryczą. Skosztował, ale nie chciał Go ukrzyżowali, rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając o nie losy. I siedząc, tam Go pilnowali. A nad głową Jego umieścili napis z podaniem Jego winy: "To jest Jezus, Król Żydowski". Wtedy też ukrzyżowano z Nim dwóch złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali Go i potrząsali głowami, mówiąc: "Ty, który burzysz przybytek i w trzech dniach go odbudowujesz, wybaw sam siebie; jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzyża!". Podobnie arcykapłani z uczonymi w Piśmie i starszymi, szydząc, powtarzali: "Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Jest królem Izraela: niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego. Zaufał Bogu: niechże Go teraz wybawi, jeśli Go miłuje. Przecież powiedział: ›Jestem Synem Bożym‹". Tak samo lżyli Go i złoczyńcy, którzy byli z Nim godziny szóstej mrok ogarnął całą ziemię, aż do godziny dziewiątej. Około godziny dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: "Eli, Eli, lema sabachthani?", to znaczy Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? Słysząc to, niektórzy ze stojących tam mówili: "On Eliasza woła". Zaraz też jeden z nich pobiegł i wziąwszy gąbkę, napełnił ją octem, włożył na trzcinę i dawał Mu pić. Lecz inni mówili: "Poczekaj! Zobaczymy, czy przyjdzie Eliasz, aby Go wybawić". A Jezus raz jeszcze zawołał donośnym głosem i wyzionął oto zasłona przybytku rozdarła się na dwoje z góry na dół; ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać. Groby się otworzyły i wiele ciał świętych, którzy umarli, powstało. I wyszedłszy z grobów po Jego zmartwychwstaniu, weszli oni do Miasta Świętego i ukazali się zaś i jego ludzie, którzy odbywali straż przy Jezusie, widząc trzęsienie ziemi i to, co się działo, zlękli się bardzo i mówili: "Prawdziwie, Ten był Synem Bożym". Było tam również wiele niewiast, które przypatrywały się z daleka. Szły one za Jezusem z Galilei i usługiwały Mu. Między nimi były: Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba i Józefa, oraz matka synów według św. ŁukaszaGdy Go wyprowadzili, zatrzymali niejakiego Szymona z Cyreny, który wracał z pola, i włożyli na niego krzyż, aby go niósł za szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim. Lecz Jezus zwrócił się do nich i rzekł: "Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi! Oto bowiem przyjdą dni, kiedy mówić będą: ťSzczęśliwe niepłodne łona, które nie rodziły, i piersi, które nie karmiłyŤ. Wtedy zaczną wołać do gór: Padnijcie na nas; a do pagórków: Przykryjcie nas!Bo jeśli z zielonym drzewem to czynią, cóż się stanie z suchym?".Przyprowadzono też dwóch innych - złoczyńców, aby ich z Nim przyszli na miejsce, zwane Czaszką, ukrzyżowali tam Jego i złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej Jego stronie. Lecz Jezus mówił: "Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią". Potem rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając lud stał i patrzył. Lecz członkowie Wysokiej Rady drwiąco mówili: "Innych wybawiał, niechże teraz siebie wybawi, jeśli On jest Mesjaszem, Wybrańcem Bożym". Szydzili z Niego i żołnierze; podchodzili do Niego i podawali Mu ocet, mówiąc: "Jeśli Ty jesteś królem żydowskim, wybaw sam siebie". Był także nad Nim napis w języku greckim, łacińskim i hebrajskim: "To jest Król Żydowski".Jeden ze złoczyńców, których [tam] powieszono, urągał Mu: "Czy Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas". Lecz drugi, karcąc go, rzekł: "Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież - sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił". I dodał: "Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa". Jezus mu odpowiedział: "Zaprawdę, powiadam ci: dziś ze Mną będziesz w raju".Było już około godziny szóstej i mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek. Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: "Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego". Po tych słowach wyzionął widok tego, co się działo, setnik oddał chwałę Bogu i mówił: "Istotnie, człowiek ten był sprawiedliwy". Wszystkie też tłumy, które zbiegły się na to widowisko, gdy zobaczyły, co się działo, wracały bijąc się w piersi. Wszyscy Jego znajomi stali z daleka; a również niewiasty, które Mu towarzyszyły od Galilei, przypatrywały się według św. JanaA On sam dźwigając krzyż wyszedł na miejsce zwane Miejscem Czaszki, które po hebrajsku nazywa się Golgota. Tam Go ukrzyżowano, a z Nim dwóch innych, z jednej i drugiej strony, pośrodku zaś Jezusa. Wypisał też Piłat tytuł winy i kazał go umieścić na krzyżu. A było napisane: "Jezus Nazarejczyk, Król Żydowski". Ten napis czytało wielu Żydów, ponieważ miejsce, gdzie ukrzyżowano Jezusa, było blisko było napisane w języku hebrajskim, łacińskim i greckim. Arcykapłani żydowscy mówili do Piłata: "Nie pisz: Król Żydowski, ale że On powiedział: Jestem Królem Żydowskim". Odparł Piłat: "Com napisał, napisałem".Żołnierze zaś, gdy ukrzyżowali Jezusa, wzięli Jego szaty i podzielili na cztery części, dla każdego żołnierza po części; wzięli także tunikę. Tunika zaś nie była szyta, ale cała tkana od góry do dołu. Mówili więc między sobą: "Nie rozdzierajmy jej, ale rzućmy o nią losy, do kogo ma należeć". Tak miały się wypełnić słowa Pisma: Podzielili między siebie szaty, a los rzucili o moją suknię. To właśnie uczynili obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: "Niewiasto, oto syn Twój". Następnie rzekł do ucznia: "Oto Matka twoja". I od tej godziny uczeń wziął Ją do Jezus świadom, że już wszystko się dokonało, aby się wypełniło Pismo, rzekł: "Pragnę". Stało tam naczynie pełne octu. Nałożono więc na hizopgąbkę pełną octu i do ust Mu podano. A gdy Jezus skosztował octu, rzekł: "Wykonało się!".**I skłoniwszy głowę, oddał był to dzień Przygotowania, aby zatem ciała nie pozostawały na krzyżu w szabat - ów bowiem dzień szabatu był wielkim świętem - Żydzi prosili Piłata, aby ukrzyżowanym połamano golenie i usunięto ich ciała. Przyszli więc żołnierze i połamali golenie tak pierwszemu, jak i drugiemu, którzy z Nim byli ukrzyżowani. Lecz gdy podeszli do Jezusa i zobaczyli, że już umarł, nie łamali Mu goleni, tylko jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda. Zaświadczył to ten, który widział, a świadectwo jego jest prawdziwe. On wie, że mówi prawdę, abyście i wy wierzyli. Stało się to bowiem, aby się wypełniło Pismo: Kość jego nie będzie złamana. I znowu na innym miejscu mówi Pismo: Będą patrzeć na Tego, którego przebili. Źródło: Biblia Tysiąclecia, Wydawnictwo Pallotinum ** Chrystus mówił, że królestwo jego jest nie z tego świata. Według Rycerzy Jezusa najwyraźniej chodziło mu o Polskę i chcą go w niej koronować. Jezus przybył do Ustronia w połowie maja 2011 r. Wbrew biblijnym przekazom jego przyjściu nie towarzyszyły żadne znaki. Wręcz przeciwnie. Osoby, które znały termin, trzymały go w całkowitej tajemnicy. Gdyż nie była to wizyta w stu procentach legalna. Konkretnie nielegalne było postawienie 10-metrowej, a z cokołem 20-metrowej figury Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata bez żadnych zgód, pozwoleń i konsultacji. W protestancko-katolickim regionie takie manifestacyjne akty wiary nie są mile widziane, więc trudno powiedzieć, jak potoczyłyby się formalności. Protesty społeczne pewnie jakieś by były. Jednak organizatorzy doszli do wniosku, że jak już figura stanie, to nikt jej nie rozbierze. I się nie pomylili. Reprezentujący lokalną Inspekcję Nadzoru Budowlanego naczelnik Jan Smolarz przyznaje, że obiekty postawione bez pozwolenia podlegają rozbiórce. Ale w wymiarze symbolicznym to chyba nie byłoby właściwe, żeby Jezusa ciąć palnikiem czy inaczej jeszcze jakoś rozbierać. On sam wiążących opinii jednak wystawić nie może, bo właśnie się o tym pomniku dowiedział. Z jego perspektywy urzędowo użyteczna będzie kontrola. A społecznie wskazana legalizacja. Ręka Boska I tak małymi kroczkami Rycerze Jezusa Chrystusa budują mu królestwo na ziemi. Tej ziemi. Ustrońska parafia na Zawodziu miała szansę zupełnie nie przejść do historii. Na patrona wybrała sobie św. Brata Alberta, który był bardzo modnym świętym w latach 80. Ale w 90. radził sobie znacznie gorzej, choć kapitalizm zaczął dawać szerokie pole do popisu w kwestii pomagania biednym i bezdomnym. Proboszcz Tadeusz Serwotka dwoił się i troił, ale poza postawienie skromnej kaplicy wyjść nie mógł. Parafia działa przy uzdrowisku. Kuracjusz serce ma szczodre, ale – wydrenowany przez chorobę – kieszeń pustą. Na 500 parafianach domu Bożego nie zbudujesz. A do tego region trudny, bo w 30 proc. zaludniony przez ewangelików. No i zdarzył się cud, choć ksiądz uczciwie przyznaje, że nie od razu poczuł rękę Boską. Pierwszy telefon od nieznajomego darczyńcy obiecującego mu wybudowanie kościoła po prostu zbył. Ale nieznajomy był uparty. I tak na początku nowego wieku zaczęła się budowa kościoła na Zawodziu. Proboszcz zastrzegał, że chce mieć mały drewniany kościółek. Darczyńca też postawił warunek – żeby parafia zmieniła patrona na Chrystusa Króla Wszechświata. Drogą kompromisu postawiono spory murowany kościół, ale obity drewnem. A parafia za zgodą kurii dopisała jeszcze jednego patrona. Brat Albert zgodnie z duchem czasu odsunięty został nieco w cień do bocznej nawy. Stawiając kościół tajemniczy darczyńca odbił na nim mocne piętno estetyczne, które miejscowi interpretowali jako rodzaj gustu właściwy dla osób świeżo wzbogaconych na przyprawie do zup (na tym asortymencie darczyńca zbudował swoją finansową potęgę). Nagromadzenie zdobień i malowideł z motywem róży, rzeźba Chrystusa w nakryciu głowy, czy panteon błogosławionych z ciągle niebłogosławioną pielęgniarką – wszystko to dziwiło, ale nie szokowało. Gdyby parafianie byli mocniejsi w teologii, dużo więcej wiedzieliby o własnym kościele, którego wystrój jest jednym wielkim hołdem dla Rozalii Celakówny (1901–44 r.) i kultu Chrystusa Króla Wszechświata, który Celakówna głosiła. Imieniem tejże patronki propagatorzy objawień nazwali swoje stowarzyszenie – nazywa się ono Róża. Dziwne nakrycie głowy Chrystusa Koronowanego pojawiło się w jednej z wizji Celakówny. Pielęgniarka w kościelnym panteonie to nie kto inny jak Celakówna właśnie. Dla pełnego przekazu w kościele przydałaby się jeszcze wizja lawy niszczącej te kraje, które nie zgodziły się intronizować Chrystusa. Ale widocznie darczyńca nie chciał stawiać kawy na ławę. Wraz z kościołem postawił za to wysoki na 10 m postument zakończony zieloną kulą. Jak można było wyczytać z tabliczki umieszczonej na postumencie, w jego wnętrzu zatopione zostały cztery kamienie, które darczyńca przywiózł z Ziemi Świętej. Przez prawie sześć lat parafianie myśleli, że to gotowe dzieło. Nikomu nie przyszło do głowy, że dzieło czeka na piąty element. Ostatecznym autorem posągu wieńczącego postument został krakowski rzeźbiarz Robert Pigoń. Ostatecznym, bo rozmowy prowadzone były jeszcze z innymi artystami, ale nie dość mocno czuli oni wizję anonimowego darczyńcy. Kwestią sporną pozostawały również jego ingerencje w projekty. Sam Robert Pigoń współpracę z darczyńcą nazywa wzorcową. Co prawda pierwszy projekt jego autorstwa został odrzucony, ale już drugi w pełni zaakceptowany. Poszło tym szybciej, że pomiędzy artystą a fundatorem wywiązała się wspólnota myśli i przekonań. Na przykład w kwestii złego zarządzania ojczyzną przez nieodpowiednie osoby. Stąd w królewsko-cierniową koronę wplecione zostało godło II Rzeczpospolitej, kiedy to Polską rządzili właściwie właściwi ludzie. A tak naprawdę najlepiej byłoby, gdyby Polska wróciła do wielkich tradycji Jagiellonów, kiedy była tak dobrze zarządzana, że sięgała od morza do morza. W związku z tym w koronę wkomponowano jeszcze lilie Andegawenów. Symbol ten umiłowała sobie święta królowa Jadwiga. Gdyby tacy święci ludzie rządzili teraz Polską, to pomników tego typu stawiać by nie trzeba. No chyba że jeden nad jednym morzem, a drugi nad drugim. A że jest, jak jest, darczyńca przekonał artystę, że tym artystycznym krzykiem obudzą Polskę. A jak już obudzą i będzie znów dobrze zarządzana, to najwyżej zdemontuje się koronę cierniową, bo przecież w prawdziwie wolnej Polsce Chrystus cierpiał już nie będzie. Obecnie cierpi artysta, który czytając fora internetowe utwierdza się w przekonaniu, że jednak fundator miał rację. Dokonuje się decydująca walka pomiędzy dobrem a złem. Zło triumfuje zwłaszcza w Internecie i – co gorsza – pod płaszczykiem dobra. Bo jak inaczej nazwać wpisy, w których wylicza się, ile dzieci można by wykarmić za samo złoto, które poszło na pozłacane berło długie na 3 m, koronę wysoką na metr czy jabłko wielkości człowieka, o medalionie nie wspominając. A jeśli już ktoś tak przelicza Chrystusa na dzieci, to nie powinien zapominać, że artysta też ma dzieci i przecież utrzymuje je obecnie z zapłaty za rzeźbę. Na szczęście nie wszystkie media przyłączyły się do ataku. Jeden z głównych portali informację o postawieniu pomnika Chrystusa umieścił w dziale turystyka. Sam anonimowy fundator przed złem oddzielił się murem pracowników swojej stacji benzynowej. I musiał być w tym bardzo konsekwentny, bo pracownicy bali się nawet do niego zadzwonić, żeby mu powiedzieć o wizycie mediów. Ostatnia szansa Trzymając się objawień służebnicy Celakówny, Ustroń po postawieniu pomnika ma szansę wyjść obronną ręką z kataklizmu. Niebawem spadnie on na tych, którzy nie chcą intronizacji Chrystusa na Króla Polski (w dalszej kolejności – Króla Wszechświata). Jezuita ksiądz Tadeusz Kiersztyn, który prowadził Biuro Postulacji Celakówny, dążące do wyniesienia jej na ołtarze, nie ma złudzeń, że świat dostał ostatnią szansę na ocalenie. W licznie publikowanych w Internecie pismach tłumaczy to tak: „Rozalia w wielkiej wizji dotyczącej zniszczenia świata widzi popękany glob ziemski i gorejącą lawę niszczącą niczym biblijny potop wszystkie kraje i narody, które odmówiły uznania Jezusa swym Królem. Scena ta jest ponadto całkowicie zgodna z Apokalipsą św. Jana, a także z ostrzeżeniem przekazanym światu przez Matkę Najświętszą w Fatimie w 1917 r., w czasie wielkiego tryumfu masonerii”. Wątki związane z masonerią to już twórcze rozwinięcie pism Celakówny, za co ksiądz Kiersztyn w 1998 r. pożegnał się z zakonem i prawem do mówienia w imieniu Kościoła. Jednak nałożone na niego zakazy tylko wzmogły w nim wolę walki o prawdę. Rzuconą przez hierarchów rękawicę podjął w Internecie: „Od kilkunastu lat władze duchowne zmuszały mnie, bym zaparł się Jezusa Króla i bym wraz z narodem Izraelskim wybrał Barabasza, tak jak to uczyniły one na fali soborowych przemian. Gdy sztandaru Jezusa Króla Polski mimo wszelkich gróźb, kar i nacisków nie chciałem wypuścić z dłoni, postawiono mnie, tak jak ongiś górników z »Wujka«, przed plutonem »egzekucyjnym«, którym dowodził sam kard. Stanisław Dziwisz, i nie strzelano do mnie z broni palnej, lecz popełniono na mnie mord moralny przy użyciu broni, znanej dobrze siłom ciemności”. W 2010 r. ksiądz Kiersztyn opublikował książkę „Zatrute źródło – masoneria”, w której demaskuje ową masonerię, czyli rządzące elity (w tym kościelne) jako pomocników Lucyfera. Przez długi okres ksiądz Tadeusz Kiersztyn działał w pojedynkę. Jednak kilka lat temu zyskał potężne wsparcie w osobie księdza dr. hab. Piotra Natanka, który kilka miesięcy temu został objęty przez krakowską kurię zakazem sprawowania posługi kapłańskiej poza parafią i zakazem publicznych wystąpień. (Ostatnio ksiądz Natanek odmówił występu na antenie „Faktów” TVN, wytrącając sprawnym ciosem kamerę z rąk kamerzysty i rzucając klątwę na ekipę). Kuria zabroniła również księdzu Natankowi występów w Internecie. Jego odpowiedzią było stworzenie internetowej telewizji, która robi oszałamiającą karierę. Ponad pół miliona ludzi obejrzało na YouTube księdza, który używanie żelu do włosów traktuje jako pierwszy krok w kierunku szatana. Rozsyłany jako żart filmik w krakowskiej kurii śmiechu nie wywołuje. – Dwóch księży jeszcze schizmy nie czyni. A do Kościoła jest zawsze droga powrotu – uspokaja ksiądz Robert Nęcek, rzecznik prasowy kurii. Ale inni księża podkreślają, że sytuacja jest poważna i ociera się o powtórkę ze schizmy mariawitów, których wykluczył z Kościoła papież Pius X. Tym bardziej że pomiędzy obydwoma nurtami jest sporo podobieństw. – Mariawici szczególny nacisk kładli na odnowę moralną kościelnych elit. Paradoksalnie pierwsi księża mariawici, tak jak teraz ksiądz dr hab. Natanek, wywodzili się z kościelnych elit – mówi teolog Sebastian Duda. A ksiądz Kiersztyn dodaje w swoich pismach: „Trzeba odsunąć od władzy ludzi, którzy zdradzili Chrystusa, niezależnie od tego czy noszą garnitur, czy sutannę, czy swe szaty zdobią fartuszkiem, czy purpurą”. Ksiądz Natanek przeczuwa nawet, kiedy nastąpi przesilenie: w 2017 r., czyli w 300-lecie powstania masonerii. Sam przygotował się na przyjście szatana, stawiając wysoki na 12 m pomnik Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata na terenie swojej Pustelni Niepokalanów we wsi Grzechynia. Kuria bielsko-żywiecka, na terenie której postawiono ustrońskiego 20-metrowego Chrystusa Króla Wszechświata, nie łączy tego faktu z osobami księży Natanka czy Kiersztyna. – Różne były fale. Przypływały i odpływały, a Kościół trwa. Ważne, żeby zachować wiarę i nie dać się porwać przypadkowej fali – zachęca ksiądz Eugeniusz Burzyk z kurii bielsko-żywieckiej. Kuria tym bardziej nie ma zamiaru interweniować, że nikt się oficjalnie nie poskarżył. Pomnik jest ładny. I hierarchowie wierzą, że postawiony z czystymi intencjami. Marsz dla Jezusa Utworzony w Ustroniu front walki o intronizację Chrystusa Króla na razie zastygł w wyczekiwaniu. Miejscowi i przyjezdni chętnie się fotografują z Jezusem w koronie. Ewangelicy upewniają się w przekonaniu, że stanęli po właściwej stronie, stawiając na Chrystusa w sercu, a nie w metalu. Do ataku przeszedł za to ksiądz Natanek. Legion Rycerzy Chrystusa wyposażył w purpurowe płaszcze z białym krzyżem, dawnym godłem Polski i wizerunkiem Chrystusa Króla Wszechświata na plecach. Z początkiem maja legion udał się do Rzymu na beatyfikację Jana Pawła II. Kolejne marsze mają odbywać się w innych miastach. „Marsze dla Jezusa Króla Polski nazywamy marszami ostatniej szansy dla tych miast, w których się odbywają, a także dla całej naszej Ojczyzny, gdyż poprzedzają one czas kary, który już na całą ziemię nadchodzi” – pisze ksiądz Kiersztyn. Wierzący w bliski koniec świata organizują się w grupy. Członkowie jednej z nich, noszącej nazwę "2028 The End", twierdzą, że powrót Jezusa można wyliczyć za pomocą równania matematycznego - donosi powołują się na Ewangelię wg św. Mateusza. Tłumaczą, że chociaż nie znają "dnia ani godziny" w kalendarzu gregoriańskim, powrót Chrystusa przypadnie w Święto Trąbek, czyli Nowy Rok w kalendarzu zdaniem nasza planeta ma tylko 6 tys. lat. Na jednej ze stron internetowych poświęconych apokalipsie jest też mowa o "niepodważalnych, fizycznych dowodach" na to, że w czasach Noego Ziemię zalały wody potopu. Czytamy tam także o ponownym przyjściu Chrystusa, ktore ma nastąpić dokładnie 2 tys. lat po jego śmierci. To najważniejszy biblijny trop, jaki Bóg dał ludzkości przez proroków. Jego syn Jezus Chrystus powróci dokładnei 2 tys. lat po swojej śmierci na krzyżu, nie wcześniej i nie później - napisano. Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez także: Oglądaj też: Odnaleźli pierścień Piłata. Niezwykłe znalezisko z I w.